Gdzie są twoje slajdy?

Pierwsze skojarzenie ze słowem prezentacja?

Gdy zamkniesz oczy i pomyślisz „muszę przygotować prezentację” jaka jest pierwsza rzecz, która pojawia się w twojej głowie? Większość osób otwiera w tym momencie w mózgu wirtualnego PowerPointa. Zaczynają się myśli jak dużo slajdów, jaki nadać tytuł, jakie wstawić zdjęcia, jaki wybrać szablon, czy dorzucić animację itp. Gdy pociągniemy dalej myśl o „prezentacji” to przypominamy sobie najnudniejsze na świecie wykłady i prelekcje. Widzimy prowadzącego zaopatrzonego w stu-slajdowy karabin do usypania ludzi. Czyta nam kolejne zdania zapisane czarną czcionka na białym tle, a my powoli odpływamy w niebyt i modlimy się w duchu, żeby już skończył. Brzmi znajomo? A co gdybym ci powiedział, że prezentacja to nie slajdy? Dzisiejszy tekst poświęcony będzie właśnie temu zagadnieniu.

Prezentacja to nie slajdy, to życie.

Gdy zastanowimy się chwilę, okazuje się, że prezentujemy cały czas, nieustannie. Wracasz z pracy do domu i opowiadasz bliskim jak minął dzień – to prezentacja. Łapiesz na chwilę szefa w przysłowiowej windzie i streszczasz mu ciekawy pomył – to prezentacja. Przekonujesz znajomych, żeby pójść do baru, który właśnie ty wybrałeś – to również forma prezentacji.

Moim zdaniem praktycznie każdy werbalny przekaz, który ma jakiś cel (hmm czyli właściwie każdy?) można sprowadzić do formy prezentacji. Uświadomienie sobie tego było bardzo ważnym etapem w moim życiu. Takie podejście zmieniło radykalnie sposób w jaki przygotowuję się do wystąpień. Mam tutaj na myśli zarówno wystąpienia na konferencjach, szkolenia, jak i ważne rozmowy zawodowe i pozazawodowe.

Okazję do przeprowadzenia prezentacji znaleźć możemy wszędzie. Jednak na niektóre reagujemy w sposób opisany w pierwszym akapicie („jejuuu muszę usiąść i zacząć klepać slajdy”), inne przychodzą nam w sposób bardziej naturalny. Czy wyobrażasz sobie, że po pytaniu „jak było w szkole?”, dziecko wyciąga komputer i zaczyna czytać nam slajdy? Albo chcesz poprosić szefa o urlop i idziesz do niego z opasłym slajd-dekiem argumentów? Ja też tego nie widzę. Z czego to wynika? Z tego, że na większość tego typu sytuacji umiemy zareagować spontanicznie i dostosowujemy odpowiednio środki, którymi się posługujemy do tego co i komu przekazujemy. Niestety, często gdy zostaniemy obarczeni przygotowaniem „prezentacji” znów włącza się myślenie „prezentacja” = „slajdy”. Jak temu zapobiec? W moim przypadku działa pewien schemat, który zaczerpnąłem z prac świetnej autorki Nancy Duarte i który przez kilka lat praktyki dostosowywałem do swoich potrzeb.

Jak stworzyć skuteczną prezentację?

Duża część z moich prelekcji powstaje podczas prozaicznych czynności takich jak spacer, bieganie, jazda samochodem. Czasami wspomagam się muzyką. Każdy sposób, dzięki któremu jestem w stanie wykrzesać z siebie nieco kreatywności jest wart wykorzystania na myślenie o nadchodzącej prezentacji. Ubieram to mniej więcej w taki schemat:

  • Jaki jest cel?

Na początku naszym zadaniem jest uświadomienie sobie jaki jest konkretny cel prezentacji, co chcemy osiągnąć, po co w ogóle tę prezentację rozpoczynamy. Na tym etapie można często dojść do wniosku, że prezentacja (w potocznym tego słowa rozumieniu) nie zaprowadzi nas do celu, ale znacznie szybciej go osiągniemy np. wysyłając maila.

  • Do kogo mówimy?

Gdy znaleźliśmy już cel to zastanawiamy się do kogo będziemy mówić. Odpowiednia identyfikacja odbiorcy jest niesłychanie ważna. Nie chodzi tylko o prozaiczne niedostosowania stroju czy przesadzenia ze slangiem w tekście. Dobra identyfikacja drugiej strony ułatwia zyskanie dodatkowych plusów. Miałem kiedyś sytuację, w której wiedza o upodobaniach turystycznych drugiej strony pozwoliła mi w pierwsze trzy minuty „kupić” najważniejszą osobę z publiczności.

  • Jaką opowiemy historię?

W końcu zaczynamy układać historię, którą podczas prezentacji opowiemy. Historia jak łatwo się domyślić musi ułatwić nam osiągnięcie celu przy danej grupie docelowej. Jak tworzyć taką opowieść to oczywiście temat na osoby wpis. Jeżeli miałbym podać jedną zasadę, którą się kieruję to jest to nieokłamywanie słuchacza. Uwierzcie, że nieszczerość bardzo łatwo zidentyfikować. Gdy występujecie np. przed grupą zapalonych żeglarzy i próbujecie im „wcisnąć”, że sami jesteście wilkami morskimi, ktoś nagle powie „sprawdzam” i kilkoma pytaniami może zburzyć całą przygotowaną historię jeżeli jest nieprawdziwa.

  • Jakich użyjemy środków wspomagających?

Dopiero gdy mamy zdefiniowaną historię możemy przyjrzeć się temu jakich środków pomocniczych dla słuchacza użyć aby „kupił” on nasze wystąpienie. Czy będą to slajdy, kawałek filmu, może jakiś kawałem audio, cytat, wydrukowane materiały? Możliwości jest mnóstwo.

Ponieważ tak jak wspomniałem takich prezentacyjnych interakcji odbywamy podczas dnia bardzo dużo, oczywiste, że nie do wszystkich będziemy się tak przygotowywać. Część będzie zupełnie spontanicznych. Ale te najważniejsze, kluczowe dla naszej bytności, warto właśnie w ten sposób przeanalizować. Czego to od nas wymaga? Poświęcenia chwili czasu na analizę nadchodzących wydarzeń. Jak często zdarza nam się przygotowywać do wystąpienia w nocy przed prelekcją? Jak często dowiadujemy się z kim i o czym będziemy rozmawiać na spotkaniu w taksówce przed biurem kluczowego klienta z którym to spotkanie mamy? Gdy zrobimy sobie taki rachunek sumienia okaże się niestety, że zbyt często. Zastanawialiście się kiedyś ile np. Steve Jobs albo Bill Gates przygotowywali się do swoich wystąpień?

Zachęcam do pomyślenia chwilę nad przedstawionym schematem i podzielenia się w komentarzach swoimi wrażeniami co sprawia Wam największy problem w tworzeniu prezentacji.

5 Comments

  1. Wszystko o czym piszesz pokazuje jak bardzo różni się standardowa („szkolna”) prezentacja którą zna każdy, od tego co naprawdę robi efekt wow i przyciąga słuchacza. Dobrym przykładem jest TedX – przez ogarniczenie czasowe rzadko który z mówców używa czegoś więcej niż własnego talentu do opowiadania i zaciekawiania widza. Tam widać, że wszystko jest zaplanowane i dąży do czegoś konkretnego, często np. żartobliwego podsumowania – nie ma w tym przypadku ani żadnego łapu-capu.

    Polubienie

    1. To wynika jeszcze z kilku rzeczy moim zdaniem.

      Wiedza dotycząca prezentacji nie gości powszechnie w systemie edukacji na żadnym poziomie. Często uczymy się tego raz, na jakimś etapie i zatrzymujemy się na tym poziomie. Oczywiście czasami to jest zupełnie wystarczające.

      Odnośnie TedX – dla mnie to mega źródło inspiracji. Ale też ma określoną formułę, która nie zawsze się sprawdza. Co ciekawe, „nauka o prezentacji” cały czas sie rozwija, zmienia i szczególnie jak prześledzimy sobie slajdy pokazywana na większych wydarzeniach na przestrzeni kilku lat fajnie widać panujące trendy i modę 🙂

      Polubienie

  2. Jak zaczynałem swoją przygodę z prezentacjami to właśnie miałem takie mylne wrażenie, że musi to być jakaś sztywna, formalna forma, która przekaże treść merytoryczną. Później ktoś mi powiedział słowo klucz – opowiedz to. W sumie to całkiem lubię opowiadać. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s